Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 351 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

pełen relaks

sobota, 24 września 2011 8:58

Wstrzymywałam się z odtrąbieniem sukcesu pełnego powrotu do sprawności trochę, żeby nie zapeszyć, trochę, żeby mieć pewność. Ale teraz już mogę powiedzieć – jest dobrze. Jest coraz lepiej!

Oczywiście, że na początku były króciutkie, wolne biegania, powolne- bardzo poooooowooooolne -  zwiększanie kilometrażu. Jak tylko czułam dyskomfort, odpuszczałam.

Ale teraz już jestem z powrotem.

Gdzie jestem?

Na moim „przyzwoitym poziomie”.

Tzn. ok 30 km w tygodniu, 4 treningi.

Widać z tego, że wciąż biegam poniżej 10 km jednorazowo. Ale to się powoli zmieni. Wolę dmuchać na zimne. No i fakt oczywisty – po każdej przerwie forma spada błyskawicznie, a odbudowanie jej zajmuje dużo więcej czasu.

Ale też działa fakt braku celu konkretnego. A takiego sobie nie postawię jeszcze przez jakiś czas. Będę biegać tak ok 40 km tygodniowo. Będę mieć z tego frajdę. I zero wyrzutów sumienia, jak zmęczenie zwycięży i jakiś trening odpuszczę;)

Luz psychiczny i pełen relaks.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

po urlopie

sobota, 27 sierpnia 2011 9:16

I po urlopie...

Pogoda jaka była – każdy wie. Nie rozpieszczało nas słońce, ale też nie narzekam. Było wszystko, co być miało. Plażowanie, pływanie w morzu, dłuuugie spacery, błogi spokój i luz psychiczny.

Błogie lenistwo początków urlopu dotyczyło też biegania. Dopiero po tygodniu (!!!) było pierwsze bieganie. Ale to przecież urlop, więc nic na siłę. Odkrywałam więc na nowo, co odkryte – piasek pod stopami, ucieczki przed falami, wiatr w twarz, kąpiel wśród fal po bieganiu zamiast prysznica, uśmiechy biegaczy mijanych na linii fal...

 

 

Skończyło się nagle. Po kolejnym, godzinnym, treningu – ból stopy. Początkowo tak przejmujący, że kuśtykając myślałam o natychmiastowej wizycie u lekarza, później łagodniejszy, przyczajony i pojawiający się przy dłuższym staniu lub chodzeniu. Postanowiłam uniknąć całego ambarasu i walki ze służbą zdrowia na urlopie i przywieźć to do domu i tu prześwietlić. Ostatnie dni urlopu przekuśtykałam więc, bardziej z ostrożności, żeby oszczędzać stopę, mniej z powodu niemożności normalnego chodzenia.

 

Dobra wiadomość jest taka, że stopa dochodzi już do siebie. Jak wszystko pójdzie idealnie, to może za kilka dni będę mogła próbnie potruchtać chwilę. No, pod warunkiem, że zwolnię, a na razie o to ciężko – góra ciuchów do uprania, dom trzeba doprowadzić do porządku, prasowanie, ostatnie zakupy przed nowym rokiem szkolnym a do tego praca, która z dojazdami zabiera mi 11 godzin z każdej doby... Ciężko zwolnić.

Muszę sobie przypominać, żeby siąść na chwilę z nagą w górze.

Jak teraz ;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

przerwa na antybiotyk

poniedziałek, 04 lipca 2011 20:33

O niespodzianka! Ostatnio dodany wpis zniknął gdzieś w cyberprzestrzeni w niezrozumiały dla mnie sposób.... O czym było? Pewnie o tym, jak fajnie się biega  ;-)

A na razie zastopował mnie antybioyk. Bywa i tak.

Ale co się odwlecze... A stare przysłowia prawdę mówią.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (22) | dodaj komentarz

sama radość

sobota, 25 czerwca 2011 16:41

Na początku trudno przywyknąć do gorącego, lepkiego powietrza, ale organizm szybko się przystosowuje. I treningi umykają jeden za drugim. A gdy zdarza się chwilowe ochłodzenie, komfort biegania zwiększa się tak bardzo, że nie mam ochoty wracać do domu. Tylko biec i biec.  I tak zaplanowany, wolny 10-cio kilometrowy bieg zmienia się w 16 kilometrów. I tylko rozsądek, a może nawet bardziej niż rozsądek -  zapadający zmierzch, każe wracać mimo wciąż niezaspokojonego apetytu na bieg bez końca. A potem czereśnie, jeszcze przed rozciąganiem. Zrywane garściami z drzewa. Zimne i słodkie. Pięknie jest! Sama radość!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

psy:(

niedziela, 12 czerwca 2011 20:10

Bieganie polnymi ścieżkami jest naprawdę super. Cóż, nieszybko pewnie mi się zdarzy... Zła jestem. Skręciłam z asfaltu na moją polną dróżkę i nie minęło kilkadziesiąt metrów, gdy zatrzymało mnie wołanie. Znajoma pani, która kiedyś-kiedyś chciała częstować mnie zimnym mlekiem. Zapytała, czy się nie boję. Czegóż tu się bać? Ano tego, że sąsiad spuszcza swoje psy, dwa wilczury plus jakiś pies razy pies, wyjątkowo „zjadliwe i złe”. Pani poradziła, żebym choć kija w rękę wzięła.... Jakoś zupełnie nie spodobała mi się wizja biegu z kijem w ręku. A jeszcze bardziej wizja, jak tym kijem odganiam wyjątkowo zjadliwe i złe psy! Aż mi się ciepło zrobiło na taką myśl. Podziękowałam, zrobiłam w tył zwrot i wróciłam do cywilizacji.

Nastawiona byłam na przyrodę, dlatego wyjątkowo drażniło mnie dziś przemieszczanie się wzdłuż ścieżki rowerowej, zaczepki podchmielonych z okazji niedzielnego popołudnia panów, nawet zapachy grilowe co chwila. Radość z biegu gdzieś się rozmyła a motywacja zdechła już po paru kilometrach. Nie było więc długiego niedzielnego wybiegania, tylko 6 km wolno plus ok. 3 km BNP - bieg z narastającą prędkością, tak szybko chciałam wrócić;)

A długie wybieganie będzie w poniedziałek. Bo do biegania nie tak łatwo mnie zniechęcić.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

jedno zerknięcie

czwartek, 09 czerwca 2011 20:56

Zerknęłam pierwszy raz od dawna na blog, znalazłam komentarz od Izy i aż kwiknęłam – raz z radości, że przeczucie mnie nie myliło i Iza biega znowu, dwa z żalu do siebie, że przegapiłam moment powrotu i te same jak na początku ale jakże świeże zachwyty. Całe szczęście nie każdy jest tak mało wylewny jak ja ostatnio i miałam co poczytać!

Czytałam, buzia mi się uśmiechała i do mroźnych i do ciepłych poranków i do krótkich spodenek i do komarów w lesie... I aż chciało mi się powiedzieć: ależ ja to też mam! I deszcz na twarzy i spokój i rytm biegu i tą dziką satysfakcję po przełamaniu kolejnej małej bariery. I cóż z tego, że po raz kolejny tej samej!

Dlaczego ja uznałam, ze nie ma o czym pisać? Że już wszystko było: i o przekopywaniu się przez śnieg i o zniewalającym upale i o deszczu i o zmęczeniu i o kolejnych postanowieniach i o planach?

Nie pamiętam.

 

Ale blog Izy mnie nakręcił z lekka i już wiem jak będzie wyglądała reszta mojego wieczoru, będę buszować po dawno nieodwiedzanych zakamarkach i uśmiechać się coraz szerzej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

wietrzenie

środa, 23 marca 2011 19:43

Biedny ten mój blog... Taki zawieszony gdzieś w wirtualnej przestrzeni, zapomniany przez autorkę;-)

Wypada po prostu wpaść tu i choć przewietrzyć – toć wiosna za oknem.

Nareszcie wiosna, trzeba dodać.

Ja bowiem czuję się dokumentnie pokonana przez zimę i jej aurę. Biegowo pokonana. Rozłożona na łopatki.

Za rok będzie okazja znowu z zimą się popróbować, a teraz biegam pod rękę z wiosną.

 

Do zobaczenia w trasie!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (24) | dodaj komentarz

roztopy

piątek, 04 lutego 2011 10:52

Przemoczyłam buty. I cieszę się z tego, jak głupia;)

A to dlatego, że wreszcie to okropne coś spadające z nieba, przestało zamarzać na chodnikach i przestało zamieniać się w diabelnie śliską, iskrzącą powierzchnię. A ja mam uraz, po wywrotce solidnej na czymś takim, i nie wychodzę biegać w tak niestabilnych warunkach.

Ale diabelstwo rozmarzło i mogłam potruchtać.

Godzina pełna rozpierającej energii, machania i uśmiechania do mijanych biegaczy – coraz więcej ich w okolicy – szaleńczych przebieżek na koniec, na których wreszcie można się wyhasać...

Kto by pomyślał, że będzie mnie cieszyć breja na chodnikach;)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

powrót do planu

wtorek, 18 stycznia 2011 13:28

Choróbsko poszło precz, słońce wyszło, więc aż przebieram nogami, żeby wrócić na biegowe ścieżki. Wczoraj był test – wypadł tak sobie.... Na 6 km różnica prawie 3 minut... Sporo pracy przede mną. Ale spróbuję wskoczyć w plan na powrót w miarę szybko. I będę tu meldować (sobie samej niechby ;) ), żeby się zmotywować.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (23) | dodaj komentarz

Jasny gwint!

sobota, 08 stycznia 2011 14:33

            Bezsilność to strasznie deprymująca rzecz.

Stan na dziś: antybiotyk, jeszcze minimum 7 dni siedzenia w cieple i nie przemęczania się.

Co to oznacza? Ano kilkadziesiąt km mniej – nie tylko odpadną te przesiedziane w domu dni ale i potem powrót do założonego planu po kuracji antybiotykowej nie jest łatwy. Dalej oznacza to spadek formy, marny nastrój i zgrzytanie zębami w bezsilnej złości.

Jasny gwint! ;-)


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: bieganie

komentarze (15) | dodaj komentarz

czwartek, 23 listopada 2017

Licznik odwiedzin:  9 391  

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Przebiegnę maraton!

Statystyki

Odwiedziny: 9391

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Facet